done2

It’s Wednesday, early afternoon. You’re excited because for once it’s a holiday, and you actually have a day off! You’re so preocupied with your personal happiness that you forget something important: other people have a day off, too. You step out of your house and a light gait and a few minutes later you’re at the train station. Nothing special so far. It’s a quiet neighbourhood. Six more minutes and you step out into the boiling hot pot that is Ikebukuro on a holiday. Or at the weekend. Or a weekday evening. Basically, almost any time, but now it’s even worse.

Jest środa, wczerne popołudnie. Cieszę się, że w końcu jest święto i faktycznie mam wolne! Tak jestem zajęta tym własnym szczęściem, że zapominam o jednej istotnej rzeczy: inni też mają wolne. Wychodzę z domu i kilka kroków i minut później jestem już na dworcu. Nie dzieje się nic specjalnego w tej cichej okolicy. Sześć minut później wysiadam i wchodzę prosto w epicentrum chaosu jakim jest Ikebukuro w dzień wolny od pracy. Albo w weekend. Albo w dowolny wieczór. Właściwie to prawie zawsze, tylko teraz jest jeszcze gorzej.

To go out in Tokyo on a holiday or a weekend, you absolutely need reservations. Our plans included a visit at the planetarium, but you can’t buy tickets ahead of time. First stop: Sunshine City Planetarium to buy tickets for an evening showing. A queue to the excalator to go downstairs and into the building. A queue to the travellator because Sunshine City is an enormous complex of buildings. Queues to every food stand and restaurant we pass. A queue to the lifts. A surprisingly short queue to the planetarium’s box office, and a much longer one to the lifts again to get out. We made it!

Żeby wyjść gdziekolwiek w Tokio w dzień wolny, koniecznie trzeba mieć rezerwacje. W planach była wizyta w planetarium, a nie można kupić biletów z wyprzedzeniem. Pierwszy przystanek: planetarium w Sunshine City, żeby kupić wejściówki na wieczorny pokaz. Kolejka do ruchomych schodów, żeby zjechać do wnętrza budynku. Kolejka do ruchomego chodnika, bo Sunshine City to tak naprawdę ogromy kompleks, a nie jeden gmach. Kolejka do każdej restauracji i budki z jedzeniem, które mijamy. Kolejka do windy. Zaskakująco nieduża kolejka po bilety i o wiele większa znowu do windy, żeby się wydostać. Udało się!

Next stop: Vampire Cafe in Ginza. I tried to blend in by wearing red colour contacts but I guess all those crosses in my outfit might have offended the cafe’s resident vampires. Oh, well.

Następny przystanek: Vampire Cafe w dzielnicy Ginza. Chciałam się wpasować i założyłam czerwone szkła kontaktowe, ale zapomniałam, że te wszystkie krzyże, które miałam na sobie, mogły obrazić uczucia jakiegoś wampira. Cóż, bywa.

done3

MOHITO pullover / GLAD NEWS hoodie / H&M trousers / J&M knit cap / Centro boots / Cecil McBee necklace / Closet Child and BLESS jewellery

done4

done5

done6

done7

Follow Style Drift on FACEBOOK / INSTAGRAM / LOOKBOOK / BLOGLOVIN

Advertisements